© 2020 Marcel Marcin Marczuk

/

Nieznani sprawcy

Świata zbawcy


znowu mi się przyśnią. Będę się z nimi bić z całych sił. Będę się bał. Będę uderzał, padał. Będę ich tłukł z niespotykaną siłą, a każdy mój cios będzie ich wybijał w powietrze na wielkie odległości. Padają z impetem na glebę, ale oni zawsze wstają, podnoszą się i wracają źli w chuj, aby mnie zabić, zniszczyć, zetrzeć na miazgę. To już ostateczne wpierdol aż do połamania ducha.
powoli podchodzę, przyglądam się. Drżę. Napięty. Widzę po oczach, że wkurw, ale po drugiej stronie maski człowiek. Niedokochany, spragniony, boi się tak samo jak ja. Kto to? Nie wiem. Zamaskowany typ. Ale jak już umiemy patrzyć sobie w oczy, to może będzie dobrze.
jeden raz w końcu stawię im czoła z otwartymi pięściami. Nie będę bił, uderzał, krzywdził, lżył. Nie będę się bał. Będę pełen współczucia, akceptacji, miłości. Jestem pewien, że nie może przetrwać ta siła w spotkaniu z tą mocą. Nie może wybijać mi zębów i łamać rąk. Kiedy stanę się tym czego się boje, ukocham to czego nienawidzę. Zamykam oczy i przytulam.

Cykl jest zderzeniem mojej osobowości pełnej miłości z poetyką kryminalną mojego dorastania. Próba oswojenia wszystkich negatywnych bohaterów przeszłości przez wcielenie się w nich. Występuje tu parę płaszczyzn wizualnych. Poruszamy tematykę maski, nieznanej tożsamości, tego ukrycia, które wyzwala w nas odwagę do czynienia rzeczy innych, rzeczy dziwnych, zakazanych, anonimowych, złych lub dobrych. Multiplikuje ten stan poprzez powielanie i zlewanie ze sobą postaci, gestów. Forma jakiegoś błędu, gliczu, erroru. Zabawa wizualna gdzie korzystamy ze znanych form w nieznany sposób tworząc trzecią jakość obserwowanych zjawisk.

W ostatecznym odbiorze zderza się rzeczywistość dla wielu odległa, nie spotykana. Dla mnie to dzieciństwo, to dorastanie, to moje osiedle. To wywołuje szok, mieszane uczucia, czasem śmiech. Maska jest formą lustra, w którym przyglądamy się własnym uczuciom. Nie chcę intelektualizować tego zjawiska, to powinno pozostać w formie uczuć. Tak powinno być, powinniśmy poczuć stan zagrożenia, oswoić go, przyjrzeć się mu aż poczujemy się w nim bezpiecznie. Albo poczuć cokolwiek czujemy, kiedy przyglądamy się tym formom, zjawiskom, sobie. 

W jakiś przewrotny sposób maska, bala klawa, którą wkładam na głowę zakrywając twarz pozwala mi zdjąć realną maskę uwarunkowań, ego, ugruntowania. Postać, którą gram mówi bardziej prawdziwym głosem niż ja sam, a przecież to mój głos.

Prev Project:

100 HEROES

Next Project:

Autoportrety