#7 – 24 miesiące teraźniejszości

12.01.2017

7

Strefa Komfortu. Wychodzę.

Minęło pół roku, 6 z 24 miesięcy, kwartał dążenia do teraźniejszości. Jak dotrzeć tam gdzie już się jest? No właśnie.
Zmieniło się wszystko. Ja się zmieniłem. Grudzień był miesiącem odpustu, czyli wszystkie chwyty dozwolone, hulaj dusza. Trochę pohulała, ale już inaczej. Pięć miesięcy poprzedzających grudzień zniszczyło skutecznie niepotrzebne przyzwyczajenia. Już mi się tak nie chciało w grudniu szaleć jak kiedyś, ale jednak trochę spuściłem psa ze smyczy, tak zdrowo, niech się wyhasa. Przerwa świąteczna to był dobry czas na wakacje. Mimo wszystko dyscyplina (już wgrana w tło mojego życia). Czekałem na styczeń. Grudzień był obfitym miesiącem, dużo dobrych rzeczy się wydarzyło. Udało mi się zrobić 100 pompek (przedwczoraj zrobiłem 115, dziś 90 tylko). Ludzie odzywają się i pytają czy widać po klacie te pompki (i te drążki). Coś widać ale bez przesady. Nie robię pompek dla klaty, ani dla bicepsa, tricepsa, sylwetki, siły rąk – dla mnie to wszystko to tylko skutki uboczne. Robię pompki dla głowy, aby ją przekonywać, że nie ma rzeczy niemożliwych, że stać mnie na więcej niż myślę, że serce ma racje, że głową muru nie przebijesz, ale duchem przez niego przenikniesz. Gruba metafora, a to tylko pompki. Proste, wręcz prostackie ćwiczenia sprawnościowe. Potem się okazuje, że nie jest problemem robienie pompek problemem staje się synchronizacja oddechu z jednoczesnym liczeniem i ruchem ciała. Wszystko nagle ma znaczenie, szybkość, opanowanie, oddech, to o czym myślę w trakcie. Dziesiątki czynników, ale do 80 pompek to tylko pompki, po 80 to już skomplikowana czynność wymagająca synchronizacji wielu elementów + mentalności.
Od miesiąca z górką każdy ciepły prysznic kończę minutą zimnego, lodowatego strumienia. Dyskomfort, szok i nieprzyjemność. I trwam tak minutę, przyzwyczajam się, wyrównuję oddech, integruje to dziwne uczucie. Woda przestaje być nieprzyjemna, staje się miła. Polubiłem to bardzo i czas zimnego prysznica zaczął się wydłużać. Taka ciekawostka, obejrzałem TED’a na temat wychodzenia ze strefy komfortu i budowania w sobie akceptacji dla niewygodnych sytuacji. Stąd pomysł na zimną wodę. Też hartuje ciało i umysł.
Od zawsze miałem w sobie olbrzymią chęć zmian, wychodzenia ze strefy komfortu. Teraz wręcz szukam możliwości jakby tu jeszcze wyjść z tej strefy, co jeszcze zmienić, jak ewoluować, gdzie iść dalej. Prowokuje rzeczywistość, sprawdzam, co mi przyniesie, jak na to zareaguje, wówczas dowiem się jakim człowiekiem teraz jestem. Czy takim jakim chce być? Szybko ogarniam co muszę zmienić, aby być bliżej siebie. Skupiony na drodze improwizuje cele. Skupiony na celach improwizuję drogi. Układam plany, spisuje je. Kiedy zaczynałem nie wiedziałem od czego powinienem zacząć. Wszyscy mówili „spisuj swoje cele”, a ja nie wiedziałem jakie są moje cele. Jak je wyznaczyć, jak je spisać? Nikt mnie nigdy nie uczył, że warto zapytać siebie gdzie chcę być z rok, za dwa lata, za pięć lat. Myślałem, że to są tylko takie frazesy, pytanie rekrutacyjne w etatowych zawodach. Zadawali mi je lata temu, kiedy jeszcze starałem się o zatrudnienie. Odpowiadałem żartem, że za 5 lat to może na księżycu. To była taka abstrakcja, bo skąd wiadomo gdzie nurt poniesie. A dziś uczę się jak odpowiadać sobie na te pytania, jak wyznaczać cele długoterminowe, jak tworzyć do nich drogi i przy tym być czujnym na to, co płynie z rzeczywistością. Dziś robię listy na każdy miesiąc, czego chce, kiedy tego chce i ile tego chce. Część rzeczy udaje się realizować z powodzeniem, część przechodzi na kolejny miesiąc. Jestem w procesie. Jestem w drodze, a każdy krok wypycha mnie poza strefę komfortu, to nowy ląd, nowa rzeczywistość, nowy ja, bardziej tutaj, bardziej teraz, bardziej to czuję teraz. Trochę jak z pompkami im więcej ich robię tym więcej ich robię i nie ma już powrotu. Nie ma dni kiedy robię tylko 30 pompek. Po przekroczeniu 100 nie spadam poniżej 70 już. Po przekroczeniu 110, nie spadam poniżej 80. Im bardziej wychodzę ze strefy tym bardziej i częściej chcę z niej wychodzić. Doświadczać tego uczucia, kiedy całe życie przepływa przez ciebie strumieniem nowych doznań, a ty wychodzisz temu naprzeciw i mówisz „Dawaj!”. Fantastyczne. I idę dalej, przez pompki, zimne prysznice, nowe sytuacje biznesowe, nowe projekty, ząbkowanie dzieciaków, ich pierwsze słowa, przewijanie pieluch, medytację (której ostatnio jest za mało), miłość do życia i wypatruje, patrzę, co będzie dalej, co jeszcze znajdę, zintegruję do swojego życia, jak jeszcze mogę wyjść ze swojej strefy komfortu i gdzie ten kolejny krok mnie zaprowadzi? Jaram się, bo nigdy nie przypuszczałem, że dojdę właśnie tu. I to teraz. Tym szybciej idę tam gdzie chcę im bardziej wychodzę. To nawet logiczne. To idę. Dalej. Dalej. Dalej. Żeby być bliżej siebie. Ze sobą. W sobie. A wszystko dzieje się w teraz. Dobrego dnia.