#4 – 24 miesiące teraźniejszości

04.10.2017

4

Czwarty miesiąc ruszył 4 dni temu. Po dobrym starcie przychodzi ta chwila, w której kwestionuję wszystko. Czy to był dobry pomysł, czy te dwa lata, czy może powinienem to skrócić, znaleźć furtkę, że przecież to nie chodzi o nic innego jak tylko bycie tu i teraz więc mogę wszystko w teraźniejszości. Nie muszę rezygnować z używek, przecież od czasu do czasu… wewnętrzny monolog ego próbuje mnie przekonać, żebym wrócił do starego stylu życia tylko tak trochę mniej intensywnie niż kiedyś. Że przecież każdemu od czasu do czasu należy się porządny reset. I ta dwoistość wyłazi teraz jakbym znów trafił na rozdroże. W lewo? W prawo? Prosto! Bywam radykalny i w swoim życiu podjąłem parę radykalnych decyzji które zmieniły całe moje życie. Kiedyś byłem architektem wnętrz, pracowałem w bardzo dobrej firmie i wstałem z rana z myślą, że zawsze w życiu pragnąłem zostać artystą, to był piątek. Tego dnia przyszedłem do pracy, powiedziałem szefom, że zostanę artystą i zwolniłem się, po to aby zostać artystą. Decyzja o 24 miesiącach teraźniejszości to bardzo radykalna decyzja. Teraz jak nigdy wszystko w głowie wraca, cała stara osobowość nie chce odejść, nie chce się zmienić, walczy o uwagę. Są dni kiedy szukam furtki i w zeszłym miesiącu 5 września znalazłem furtkę i nią poszedłem. Nic w tym złego, ale prawdziwe zmiany wymagają poświęceń. Furki prowadzą do powrotu na stare ścieżki, a te prowadzą do tych samych miejsc, w których już byłem. Dla mnie to działa tak, że albo nie robię czegoś w ogóle albo robię to na maxa. Mało jest w moim życiu półśrodków, że robię coś trochę. Łatwiej mi jest zostawić rzeczy natychmiast niż stopniowo zmniejszać z nimi relacje. A każda furtka prowadzi do maleńkiego powrotu który prowadzi do odrobinkę większego, a ten prowadzi… i niem się obejrzę będę dokładnie tam skąd zacząłem tą podróż. Przyzwyczajenia są silną grą, ciężko je zmienić, żeby to zrobić trzeba je zaakceptować najpierw, uświadomić. Nie najłatwiejsze wybieram sobie podróże, a nich doznania, ale widocznie potrzebuję intensywności w sobie aby czuć się żywym do szpiku kości. Zmiany, które wprowadziłem 3 miesiące temu zaczynają pociąga za sobą kolejne i kolejne zmiany. Sytuacja robi się coraz bardziej poważna, podoba mi się to i jednocześnie mam poczucie skakania na głęboką wodę. Albo dopłynę do brzegu, albo utonę. Więc płynę ile sił chapiąc po drodze powietrze zmian, które warstwami wdrukowują się w moją fantastyczną postać, którą wszyscy nazywamy Marcelem. To ja. Zaskoczyłem sam siebie. Nie spodziewałem się takiego rozwoju mojego życia, wiem że mam siłę, odwagę i wiarę aby przetrwać ten wiatr w oczy, który chce mnie zepchnąć z powrotem do miejsca, z którego wyszedłem. Dziś jak nigdy czuję się nie poruszony w fundamencie swojej istoty. Dla mnie to bardzo istotny czas, w istocie być może najważniejszy. Ten czas to TERAZ. Dobrego dnia.