#2 – 24 miesiące teraźniejszości

01.08.2017

2

Drugi miesiąc 24ech miesięcy zaczął się właśnie dziś. Pierwszy przebiegł spokojnie, dużo się zmieniło we mnie i na około mnie. Bywam w teraźniejszości coraz częściej, ale nadal ciężko mi w niej być na tyle długo aby nie potrzebować chcieć czasem być już w chwili następnej. „Czasem” to też ciekawe, bo w teraźniejszości czas nie istnieje. Jest tylko obecna chwila. Można w niej być tylko obecnym. Tymczasem zajmuje się dziećmi i często krążę myślami już przy projektach, przy rzeczach, które mam do zrobienia, tak bardzo chce czasem być już przy biurku, pić kawę i pracować, a jestem przy przewijaku, wycieram kupę i przewijam. Czasem jest odwrotnie jestem w pracy, a chce być przy dzieciach i Ewie, bo przy nich jestem bardzo tu i teraz. A te wszystkie rzeczy poboczne do załatwienia, te zmywania, sprzątania, prania, zakupów robienie, naprawianie rzeczy, te śmieci wynoszenie, przykręcanie półek do ściany i przeglądy samochodu to już w ogóle nie ma mnie wtedy tu i teraz, jak najszybciej chce być już „po”. W teraźniejszości wolnej od tych wszystkich małych spraw do załatwienia. Tam gdzie mogę w spokoju i ciszy tworzyć te wszystkie kreatywne rzeczy. Jest coś mocno silnego we mnie, co często chce uciekać z chwili teraźniejszej w przyszła i traktuje teraźniejszość jako schodek do przyszłych wydarzeń. Udało mi się odrzucić definitywnie wiele rozpraszaczy, rzeczy, które odciągały mnie nagminnie od chwili obecnej. Teraz już tylko ja sam odciągam siebie od teraźniejszości, bo umysł chce wierzyć, że w przyszłości będzie lepiej, wspanialej, tam i wtedy będę w końcu szczęśliwy. A przecież szczęśliwym można być tylko w teraźniejszości. Przede mną jeszcze 23 miesiące stanu akceptacji chwili obecnej jako jedynej, bo nigdy nigdzie indziej nie jesteśmy jak tylko tu i teraz.