#16 – 24 miesiące teraźniejszości

01.10.2018

Tańczysz?

Czuję się tak jakbym cześć siebie przełączył na wstrzymanie. Od długiego czasu. Jakbym robił wszystko aby iść inną drogą w nadziei, że ona do czegoś prowadzi. Przecież muszę być dorosły, mam dzieci, rodzinę na utrzymaniu i jestem tą główną lokomotywą, która ciągnie ten pociąg. Musze być taki, muszę być jakiś taki, muszę pasować do tych mentalnych obrazów na swój temat w ludzkich głowach. Tak naprawdę muszę pasować do tego mojego mentalnego obrazu na temat tych mentalnych obrazów. Czyli cały czas myślę, że ludzie jakoś o mnie myślą i próbuję się do tego dopasować. Ułożyć się ze swoim wyobrażeniem na temat tego jak wyobrażają mnie sobie inni. Dziwna sprawa zdać sobie sprawę z tego po raz kolejny na bardzo głębokim poziomie. Jak bumerang. Jeszcze raz. Jeszcze raz. Za każdym razem głębiej. Jakbym swoją prawdziwą naturę odłożył na półkę. Więcej pozował niż był, więcej próbował sprostać oczekiwaniom niż wiedział kim naprawdę jestem. W tym wielkim kołowrotku zmian, jeszcze 2 miesiące temu myślałem, że już wiem o co chodzi, już wiem kim jestem, już wiem. Dziś udało mi się zebrać żeby o tym napisać. Chodziło to za mną od początku lipca. Kim jestem? Kim chce być? Patrzę na siebie czasem i myślę: czy to ja? Taki chcę być? W zeszłą sobotę rozchorowałem się i jednocześnie zrobiłem jednodniowy post. Zjadłem tego dnia banana z rana i 8 jeżyn wieczorem. Czyli nie taki pełny post. Następnego dnia zjadłem tylko jeden niewielki posiłek. Ta tendencja utrzymuje się do dziś. Nazywają to OMAD – one meal a day. Ponoć bardzo zdrowa dieta. Jeżeli dorzucimy do tego vege + same żywe rzeczy = czuję się świetnie w ciele, wzrost energii i witalności. Czuję, że się oczyszczam ze wszystkiego. Za to w głowie mam poczucie, że rodzę się dopiero, że to co odkładałem na później aby być swoim własnym oczekiwaniem na temat oczekiwań innych ludzi właśnie dochodzi do głosu. To ja. Typ radykalny w posunięciach. Bezkompromisowy. Bałem się wyrażać swoje zdanie, często czułem się atakowany, wywoływany do tablicy, czułem, że muszę się tłumaczyć, cały czas muszę komuś się z czegoś tłumaczyć. Raczej nikt nie brał mnie na poważnie, raczej nie dawałem powodów aby tak było. Raczej miły gość, układny, bezkonfliktowy, taki Marcelek dobry kolega, fajnie się z nim pośmiać, trochę dziwny, ale spoko. Cały czas czułem, że jest coś we mnie, co chce się wydostać, że mam coś do powiedzenia co chcę powiedzieć. Ale czy to nie jest śmieszne? Czy ja się nie ośmieszę? Czy ktoś mnie nie zaatakuje i znów wywoła do tablicy i każe się tłumaczyć i… pękło. 34 lata ukrywałem się w sobie. Stałem z boku patrząc jak mój awatar bryluje wśród ludzi. Zupełnie nieświadomie, nie chcący, odstawiłem się na bocznicę. Tak jest łatwiej. Ludziom jest łatwiej akceptować. Mi jest łatwiej, bo przecież prawdziwy ja to kto? Co to za typ? A może się nie spodoba większości. Zrywając tą etykietę z siebie zburzę wszystkie obrazy mnie tym ludziom dookoła, bliskim, rodzinie. Bang. Dorosłem. To nie o nich chodzi, nie o was, a o mnie. Dość już się nastałem z boku w tej dyskotece życia, z chęcią zatańczę. Nikt nie musi mnie prosić, w to tango idę sam. I co? Że nie umiem? Kto to mówi? Ci którzy stoją pod ścianą? Wolę uczyć się od tych co tańczą. Bohaterowie, którzy po prostu tańczą, kiedy wszyscy inni patrzą. Zbyt długo patrzyłem na siebie przez oczy innych ludzi i myślałem, co oni o mnie myślą. Oceniałem się wyobrażając sobie, że to oni oceniają mnie. Zachowuj się dobrze, bądź grzeczny, rób to, co robią wszyscy, nie wychylaj się. Jedz, pij, pracuje, śpij. Myślałem cały czas, że jestem ponad to, że przecież wiem, że jestem inny i robię to inaczej. Nagle okazało się, że tylko tak myślałem i robiłem tak samo. Ta droga prowadzi dwa metry pod ziemię, a ja zawsze chciałem autostradą do gwiazd. Chcenie jest spoko. Na początek. Warto wiedzieć czego chcesz. Dalej trzeba działać! Działać! Działać! Muzyka gra bez przerwy. Tańczysz?