#15 – 24 miesiące teraźniejszości

05.09.2018

W negatywie

Posty lecą w nicość, fejsbuk umarł. Umarł szybciej niż się spodziewałem. Trochę jak dyskoteka, o 4 nad ranem zostało już mało ludzi, muzyka totalnie dogasa, każdy już w takim stanie, że ciężko się z kimkolwiek dogadać, jak zaczniesz to i tak nikt nie słucha, każdy mówi o sobie. Ten moment, w którym trzeba iść do domu, ale boisz się, że coś cię ominie. Zostajesz. Niepotrzebnie. Każdy mówi o sobie. Sierpień. Wróćmy tam na chwilę. Co to był za miesiąc. Z końcem lipca przeprowadziliśmy się na nowe mieszkanie. Wszytko w turbo tempie. Po paru dniach wyjazd do Białegostoku. Zamknięcie paru spraw urzędowych. Powrót. Mieszkamy przy dolince służewieckiej. Przepięknie tu jest. Dzieciaki zachwycone. 5 placów zabaw w zasięgu 5 min od domu. Dodatkowo dolinka na spacery i dom kultury z kozą. Znak drogowy przy drodze „UWAGA JEŻE i WIEWIÓRKI”. Przed blokiem fontanny, za blokiem plac zieleni, drzewa, alejki. Obok bloku jeden z placów zabaw. Pierwsze piętro w niskim bloku. 3 pokoje, kuchnia, balkon, miłość w powietrzu. W osiedlowych sklepach mili ludzie, pełna kultura. Mam poczucie, że zmieniła się energia w okół nas i w nas samych. Z jednego strumienia przesiedliśmy się w zupełnie inny. Miły, lekki. Choć nadal są dni, że nie mogę odnaleźć celu, to jakoś może nieco łatwiej jest sobie z tym poradzić.

23 pojechaliśmy na zjazd rodzinny na Kaszuby. Ewy rodzina jest fantastyczna, totalny pozytyw. Ci ludzie naprawdę trzymają się ze sobą. Pierwszy raz doświadczyłem czegoś takiego. 24 osoby. 10 osób dorosłych i 14 dzieci. Jak w filmie. Wielki dom, cudowny widok na otwarte zbocza, pola, pagórki. Mega pozytywnie jestem zaskoczony tym wszystkim. Rozmowy do późnych godzin nocnych o życiu i tacierzyństwie. Wyjeżdżałem stamtąd naładowany pozytywną energią. 3 dni później zmarł mój wujek chrzestny, brat taty. 1 Września z całą moją rodziną od strony taty spotkaliśmy się na pogrzebie. Bez taty, zaniemógł w domu (bóle, choroby kręgosłupa…). Kontrast. Jak pozytyw i negatyw. Szybkie pożegnanie człowieka. Bardzo szybkie. Wiedzieliśmy, że to nastąpi. Nastąpiło. Wraz z wujkiem odeszły wspomnienia dzieciństwa. Przejeżdżałem obok bloku, w którym mieszkał i przypomniało mi się jak około dwa lata temu potrzebowałem coś wydrukować, osiedlowy punk druku był zamknięty, a na wujka zawsze mogłem liczyć. Całe studia pożyczałem od niego cyfrowy aparat, żeby dokumentować projekty. Zawsze go pytałem, a on nigdy nie mówił mi jak się gra w gry na komputerze. Zawsze mówił „poszukaj, popatrz, powciskaj, zobacz co się stanie”. Lata 90′ – mało kto miał komputer wówczas. Wujek miał parę. Naprawiał je.
To jest obraz negatywu. 160 kilogramów siedzących przy komputerze, w domu, na 8 piętrze. Mała, nie większa od pudełka do butów urna zakopana w małym dołku w ziemi. Ktoś z rodziny skomentował: tylko tyle z niego zostało? – zaskoczony kompresją ciała w procesie kremacji. W ostatnich latach nie byłem wcale blisko wujka, ale pozostawił trwały ślad we mnie. Spoczywaj w pokoju.

W warstwie emocjonalnej zmieniło się wiele. Czuję, że dojrzewam do wielu rzeczy na raz. Sierpień to był miesiąc zrzucania starej skóry jeszcze. Jeszcze jakby rodzenia się na nowo. Pojawiły się ważne pytania, to pewnie we wrześniu pojawią się ważne odpowiedzi. Odzyskuje równowagę po wielkich odkryciach i dużych zmianach. Zawsze jest ten pozytyw i negatyw i ich wychylenia. Tak mocno na skali, w obie strony. Wszystko wydaje się jakby popadać w większy chaos, z którego rodzą się wielkie porządki i od nowa. Jestem poruszony aż do samego rdzenia, do tego miejsca wewnątrz serca skąd wypływa wszystko to, co jest mną. Ja. Moje ja. Moje jaja. Mentalna rzeźba osobowości, która straciła swoją przynależność do nosiciela. Nie mam ochoty tworzyć nowej postaci. Nie wiem gdzie prowadzi ta droga, ale idę dalej. Tutaj jeszcze nie byłem. Tutaj jest teraz.