#14 – 24 miesiące teraźniejszości

07.08.2018

Moc

Po zakrętach i zakamarkach, po wybojach i bezdrożach, błądziłem szukając siebie. Znalazłem. Jest 13:13 i 13 miesiąc teraźniejszości dobiegł końca. Co to za dzika jazda. Raz na wozie raz pod wozem. W zaułkach, ślepych uliczkach, w martwych punktach. Najdłuższe zaćmienie w tym wieku miało miejsce 27 lipca. Dla mnie cały ten miesiąc to jedno wielkie zaćmienie. Masa ważnych decyzji do podjęcia. Przeprowadzka. Odejście z grupy biznesowej, które jeszcze do wczoraj wieczór nie było 100% pewne. Tak samo jak każda z tych decyzji, rozmyte na krawędziach, nie ostre, nie jasne, nie podjęte. Miesiąc mentalnego ping-ponga. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Po co? Dlaczego? Czarne noce i gorące dni. Kołowrotek spraw wciągną mnie bez reszty. Jak podejmować decyzje, kiedy nie ma nawet czasu zastanowić się nad niczym pomiędzy pakowaniem się, projektami, a byciem tatą. W zasadzie sam zrobiłem prawie wszystkie załadunki i sam to rozpakowałem. Piękne miejsce, piękne mieszkanie, świeżo tu, miło i dla dzieci dużo zabaw dookoła. Pięć dni pomieszkaliśmy i trzeba było jechać do Białegostoku. Wczoraj w nocy wróciliśmy do DOMU. Tutaj. Przyszedł czas aby się pojednać ze sobą. Po miesiącu ciągania po żwirze, przystanek. Patrzę w lustro. Zaczynam się poznawać. Tak to ja. Wyłaniam się z siebie. W końcu czuję, że jestem. Sobą. Ten ja to proces, ale meta jest już ustawiona. Wiem gdzie jestem. Wiem kim jestem. Wiem dokąd idę. Jestem w domu. Jestem pomocnikiem. Idę pomagać. Pomagam ludziom zrozumieć sedno. Pomagam markom zrozumieć ich esencję. Pomagam sobie, pomagam tobie. Zawsze tak było tylko na moment pogubiłem się nie w swoich butach, nie z tymi ludźmi, nie w tych miejscach. Ta pierwotna chęć zmiany pchnęła mnie do poszukiwań w każdym miejscu. Musiałem wyjść z orbity i odbyć tą podróż bohatera, aby zrozumieć kim naprawdę jestem i jaką mam moc. Moja moc to moc tworzenia mocy. To budzenie mocy w tych, z którymi pracuję, w ich markach i w nich samych. To budzenie mocy w sobie. To kreacja mocy. To tworzenie, stwarzanie, stworzenie, kreowanie, robienie, działanie, dzielenie się, bycie, to życie. To coś o czym zapomniałem na jakiś czas choć na początku tego roku wyraźnie zapisałem to w zeszycie. Musiało minąć 7 miesięcy żebym mógł odzyskać tą wiarę, wykreować tego mnie, który zawsze to wiedział, który zawsze to miał i wraz z tą mocą wzrastał. Nie poruszony w posadach, silny i pewny. Odzyskałem balans wewnętrzny. Odzyskałem moc. Wróciłem do serca i zaufałem mu bezgranicznie. Za dużo racjonalizowałem rzeczy, za mało zwracałem uwagę na intuicję. Napięcie rosło, czułem, że moje własne urodziny zbliżają się. Urodzę się na nowo, nowy ja z całą tą mocą. I tak się stało. Urodziłem się. Jestem. Na miejscu. Jakie to fenomenalne uczucie. Dobrego dnia.
Miłość.