#13 – 24 miesiące teraźniejszości

03.07.2018

Czysta karta

Ludzie pytali mnie, czemu to jest dwa lata teraźniejszości? Minął pierwszy rok, a ja czuję, że proces dopiero nabrał tempa. Zmiany zachodzą warstwami. Dwa kroki w tył, trzy kroki w przód. Nie ma łatwych rozumień i szybkich rozwiązań. Kiedy zaczynałem proces szło naprawdę nieźle. Czułem, że robię duże kroki, wszystkie w przód i nie waham się. Dziś jest dużo więcej pytań niż odpowiedzi. Wszystko się kumuluje. Energia wybucha. Amplituda wahań skraca się, a jej szczyty wydłużają. Nic nie jest oczywiste już. Proces złazi do rdzenia rdzenia. Gdybym był drzewem: to jest podróż od korony nie do korzenia, ale do pestki niesionej na wietrze, z której to drzewo wyrosło. Głęboka potrzeba odpuszczenia, zaprzestania oporu, zaufania. Głęboka potrzeba zmiany. Poczucie, że jestem gdzieś w czymś, co nie jest do końca moje, dla mnie. Wczoraj zrobiłem medytację, w której poprosiłem o to, aby moje życie bez względu na okoliczności zaczęło mocny, zdeterminowany proces wchodzenia na drogę, która jest dla mnie, jest moja. Odnaleźć swój głos. Swój strumień świadomości. Swoją rzekę do spływania w tym organicznym nurcie energii mojego życia. Dziś już się to manifestuje. Wymówili nam mieszkanie. Musimy się wyprowadzić. Mamy dwa miesiące. Jakby stary system się zapadał. Odchodził. Właściwie to on zostaje, a my odchodzimy. Do nowego. Ewa zadzwoniła z rana z tą nowiną, odebrałem w samochodzie i ucieszyłem się mocno! Pomyślałem – TAK! ZMIANY! Potrzebowaliśmy zmiany. Modliłem się o to. Wczoraj cały wieczór przegadaliśmy o tym, co chcielibyśmy zmienić w naszym życiu. Dziś życie mówi – CZAS START! Poszło. Dziś zaczęła się już gruba rozkmina. Czy szukamy mieszkania w Warszawie? Czy zmieniamy dzielnice? Od września mamy tu żłobek. Może przeprowadzimy się do Białegostoku. Może gdzieś indziej zupełnie. Reset. Co chcemy z tym zrobić? Myślę, że pójdziemy wielotorowo. Poszukamy mieszkania w Wawie, pomyślimy o Białymstoku. Pokminimy o wielkich krokach zupełnie w jakieś trzecie miejsce. Czysta karta. Ufam totalnie temu procesowi. Ufam, że dzieje się teraz po to abyśmy mogli dotrzeć tam gdzie jest nasze miejsce, do rzeczy, których pragniemy, do dróg, które czekają na nasze kroki.

Zawsze chciałem tworzyć, działać, robić coś dla ludzi. Robię to. Zająłem się brandingiem i pomagam ludziom zwizualizować swoje marki, zbudować strategię komunikacji, sprzedać produkty. Ale zawsze rozumiałem tworzenie, sztukę w szerszy sposób, większy. Transformujący odbiorcę. W swoim zeszycie napisałem tak: „Nie musisz rozumieć sztuki, musisz nawiązać z nią relację, aby ją poczuć w sobie. Musisz jej zaufać i pozwolić wejść. Poprzez tą relacje następuje transformacja. I to jest prawdziwa sztuka. Zabiera cię w głęboką podróż. Myślisz, że sztuka, z którą obcujesz jest o niej, a ona jest właśnie o TOBIE.” To o mnie. Sztuka mojego życia opowiada o mojej transformacji. Dojrzewaniu. O tym momencie, kiedy trzeba zmierzyć się z końcem tego wielkiego etapu. Tego dzieła. Odwiesić na ścianę. Wziąć następną kartkę. Z pustym umysłem. Zupełnie nie wiem, co na niej będzie. Czysta kartka, aż strach zacząć. Zrobić ruch. Jaki? Nie mam pojęcia, ale ufam, że będzie w dobrym kierunku.