#11 – 24 miesiące teraźniejszości

05.05.2018

11

Pętlę

Majówka. Za oknem lato, w sercu burza. Deszcz pada rzęsiście na nasze głowy. Idziemy na skraj lasu, aby podziwiać burzę. Nad nami strzela zielone światło, za nami jaśniej piorun. Uderzył w miejsce, którym przed chwilą szliśmy. Piorun. Dużo energii. Wraca wielka fala tego, co było. Cukier codziennie, najlepiej w czekoladzie. Jeść dużo i dobrze. Organizm się powiększa, zmienia objętość w obwodzie. Widać to po spodniach. Orbity zataczają koła i tworzą się pętle. Jak kiedyś. Jakby stara wersja mnie złapała jakąś aktualizację. W pętli nawyków. Nawykowe życie dzieje się nieustannie. Ponoć mamy określoną liczbę nawyków, i każdy nawyk, który chcemy porzucić musi generować nowy nawyk, który chcemy wcielić do życia. Może powinienem zacząć znów biegać. Wszystkie stare nawyki na widoku, uformowały szyk. Jakby ta cała nadbudowa postaci nie chciała mnie wypuścić. Tu jesteś, taki jesteś, taki byłeś, taki będziesz. A ja mam lepszy pomysł. I co teraz? Pomysł na siebie od siebie. W maju zeszłego roku moja podróż zaczęła się. Nazwałem ją dopiero w lipcu. Teraz wszystko na raz, każda przebyta droga, chce się jeszcze raz przebyć. Nie tędy droga.

Pętle moich żyć muszą pozostać w miejscach, w których już się zdarzyły. Nie wracam do niczego. Niczego nie niszczę. Nie zapominam, nie rozpamiętuje. Cały ja, który się tam zgromadziłem zbiorami cech i zapisanych zeszytów latami wspomnień o samym sobie. Jestem jak bagaż, samego siebie, który niosę na sobie. Ulgą będzie zrzucić go na jakiś czas. Tym sobą już byłem. Kim jeszcze mogę być. Kim chcę? Kim jestem?

Dotychczas wciąż opowiadałem o tym, co było. W marcu pisałem o lutym, w kwietniu o marcu. To, czego się pozbywam, o tym, co wraca, o pompkach i przygodach mentalnych z nawykami. Cały czas do tyłu. Punkt skupienia w przeszłości. A to Tu i Teraz?

Dziś dnie nie są już takie podobne do siebie. Dziś wzór się zmienia szybko, pętla pnie się po orbitach jak wąż. Dbałem o to latami, aby w moim życiu nie było nic stałego. Abym sam był oderwany od jakiegokolwiek podłoża, bo każde kształtuje postawę. Możliwie jak najdłużej utrzymać się w powietrzu. Nie zapuszczałem korzeni. Nie wyznaczałem terytoriów, nie rozumiem podziałów, granic. Powietrze, którym wszyscy oddychamy nie ma granic. Tworzy to największą sieć energii życia, do której wszyscy jesteśmy podłączeni. Internet życia, wdychamy cały czas. Wszyscy. To nawyk. Czerpiąc informacje o sobie. Gdzie nie spojrzymy tam widzimy siebie. Wszystko jest takie jak my jesteśmy. W pętli samego siebie pragnę porwać własne życie na głębokie wody. Daleko od brzegu w nieznane, tam gdzie mnie jeszcze nie było. Gdzie to jest i jakie to uczucie?

Z obserwacji wynika

Zasadniczo tu i teraz chodzi o obserwacje. Samego siebie w sobie samym. Nic więcej. Całkowita statyczność. Słucham sam siebie, a tam… cisza. Jakby ktoś słuchał.
– Słucham.
– Halo.
– Halo słucham?
– Słucham halo?
Słuchali się. Ale czy się usłyszeli. Protagoniści wszystkich opowieści. Współczesne mitologie o bohaterach, do których nie przyszły przygody. Nikt ich nie pamięta. Są też ci, którzy mieli już dość czekania i sami poszli po przygody. Ich pomniki to opowieść o nas. O nas są te cytaty i te wiersze, piosenki, filmy i gry, to my, pewnego zwykłego dnia, jak ten dziś, wstaliśmy i zapragnęliśmy sami znaleźć przygodę, którą warto przeżyć.
Może czasem w życiu tak jest, że czeka się na przygodę, aż pewnego dnia stajesz na środku chaty w połowie codziennej rutynowej czynności i mówisz sobie. – Ah tam! Teraz albo nigdy. Idę! Bo co tak w chacie będę siedział. – i wychodzisz. Na przygodę. Zwiedzasz. Jesteś. Tu i teraz. Przygodą.
Dobrego dnia.